Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wege przepisy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wege przepisy. Pokaż wszystkie posty

środa, 7 lipca 2021

A ciało powiedziało: jedz owoce.

 


Dokładnie tak jak w tytule. Cały czas zadziwia mnie ta powtarzalność i to jak bardzo jesteśmy złączeni z Naturą i porami roku. Jeśli chodzi o owoce to nie jadłam ich praktycznie cały rok, sporadycznie skusiłam się na jakieś jabłko, po prostu nie miałach ochoty. Aż tu nagle, pewnego czerwcowego dnia ciało powiedziało, że chce owoców, że chce szejka z owoców dojrzałych. Wcześniej były już różne truskawkowe wariacje, a teraz przyszła kolej na brzoskwinie, melony, banany. Tak jak wcześniej zajadałam warzywa korzeniowe tak teraz nie mam na nie w ogóle ochoty, nawet nie mam w lodówce włoszczyzny czyli takiego fundamentu, który zawsze był.  Królują pomidory, ogórki i cukinie. 


Pięknie jest też mieć dobrych znajomych, którzy poczęstują swojskim warzywem ❤️❤️❤️



Pozdrawiam
Ola. 


niedziela, 29 września 2019

Jesienna pokrzywa.


Jeszcze teraz można w wielu miejscach spotkać "młodą" pokrzywę, taką, która wyrosła po wcześniejszym skoszeniu. Warto zrywać i póki jest możliwość korzystać z dzikiego jedzenia, które daje nam Natura. Tak samo dzieje się z ostrożniem warzywnym, widziałam, że u wielu roślin wyrastają ładne, jasnozielone liście. Poza tym można zbierać nasiona niecierpka albo jego kwiaty. 

U mnie w połączeniu z ostatnimi cukiniami, marchewką, kaszą, selerem i przyprawami. 


Zazwyczaj jest kasza z dużymi kawałkami warzyw, ale, że kilka dni temu byłam u dentysty jem takie paćki. Kwiaty nagietka również jadalne. 



Cieszę się również ostatnimi ciepłymi wieczorami, cykaniem świerszczy i lotami nietoperzy. 
Jest pięknie. 



Pozdrawiam. 
Ola.  



środa, 5 września 2018

O daniu jednogarnkowym i kapuście bez chemii.



Danie jednogarnkowe.




Takie danie przyrządza się, jak sama nazwa wskazuje, w jednym garnku. Jest szybkie, pyszne, proste i syte. Moja wersja oczywiście jest wegańska. 

niedziela, 30 kwietnia 2017

DZIKIE SAŁATKI czyli dzikie rośliny jadalne. Post uzupełniany.




Jeśli nie wzeszły Ci nowalijki albo zeżarły je ślimaki nie ma się czym przejmować. Na nieużytkach, w ogrodach czy lasach rośnie tyle jedzenia, że zrekompensuje ono brak sałaty czy młodej kapusty. Jeśli nie kosisz ogrodu możesz cieszyć się kwiatami i liśćmi mniszka lekarskiego, krwawnikiem, podagrycznikiem, kurdybankiem, stokrotkami, kwiatami jasnoty i fiołków, pokrzywami i wielu innymi roślinami. 

U nas, jak co wiosny, zaczął się sezon na takie właśnie dzikie sałatki. Wystarczy dodać do "chwastów" trochę pomidora, ogórka czy tam innych warzyw i sałatka gotowa.

Wpis będę co jakiś czas uzupełniała dodając zdjęcia nowych roślin dziko rosnących, które bez obaw można jeść na surowo.

Nie jestem ekspertem w tej dziedzinie, ale podstawy mam opanowane ;-)

piątek, 20 listopada 2015

Owoce dzikiej róży na surowo.


Owoce dzikiej róży na surowo to moje odkrycie tego roku. Oczywiście wcześniej wiedziałam o niesamowitych właściwościach tej rośliny, szczególnie o przeogromnej dawce witaminy C, której nam dostarcza. Wiedziałam o konfiturach z płatków róży, o nalewkach (nawet kiedyś robiłam jedną), o herbatach, ale teraz kiedy jemy tylko surowe warzywa i owoce okryłam dziką różę po raz drugi :-). 

Niesamowita, wspaniała, niezastąpiona, zdrowa i za darmo! Kto może niech sadzi w swoich ogrodach ten piękny krzew bo jak ludzie zaczną rzucać się na naturalne produkty to może ich dla wszystkich zabraknąć w naszej ubogiej, niestety, florze Polski ;-). 




Chodzi głównie o to, że jak się okazuje, z owoców dzikiej róży można zrobić sos, który z kolei można użyć do dań słodkich i słonych. Pewnie Ameryki nie odkryłam, ale i tak cieszę się jak dziecko a przecież o to chyba chodzi :-).

Dziką różę zbieramy po pierwszych przymrozkach (wtedy owoce są miękkie i bez problemu można wycisnąć z nich miąższ). Tutaj dodam, że podobno po przemrożeniu dzika róża ma mniej witaminy C, ale myślę, że to i tak raczej plus niż minus. Owoce obieramy z tych brązowych szypułek (pozostałość po przekwitniętych kwiatach) wrzucamy do słoja i blendujemy. Należy dodać wody ponieważ masa jest bardzo gęsta. Następnie całość koniecznie PRZECIERAMY przez sitko i gotowe. Wychodzi nam coś takiego jak na zdjęciu poniżej.



W sosie delikatnie wyczuwalne są włoski (dzika róża ma ich sporo i raczej ciężko się ich pozbyć) jednak już po zmieszaniu z czymś innym jadalnym praktycznie ich nie czuć. Chcę po prostu napisać, że lekko te włoski czuć, ale bez przesady, sos jest bez problemu zjadalny i nie ma co się w ogóle tym przejmować. 

Takie "coś"  ma kwaskowaty smak więc bez problemu zastąpi w sosie kwaśne pomidory czy ocet. Idealnie pasuje do szejków na słodko i do dipów na słono. 
Sos przechowujemy w lodówce do kilku dni. 




Naprawdę polecam. 


niedziela, 9 marca 2014

Sałatka z brokułem, porem itp. :-)


Cały czas jesteśmy na surowym. Teraz na dodatek robimy sobie trzy tygodnie bez cukru czyli żadnych świeżych i suszonych owoców, karobu, miodu itp. Na razie minął tydzień zobaczymy jak będzie dalej :-). Oczywiście robimy to nie bez powodu, być może niedługo poruszę ten temat.  

Tymczasem pyszna i pożywna sałatka. Nie pamiętam proporcji, podaję składniki dla osób, które szukają dobrego połączenia warzyw. 





POTRZEBNE BĘDĄ:

  • surowy brokuł (kilka solidnych różyczek)
  • dość duża część pora
  • sporo liści świeżego szpinaku
  • ogórki kiszone. Ja miałam akurat zaprawione kiszone tarte ogórki, taki gotowiec na zupę ogórkową (w lecie jeszcze jedliśmy zupy), mają one nieco inny smak, ale myślę, że starte zwykłe ogórki kiszone również świetnie się sprawdzą. 
  • zmielony słonecznik, około 1/2 szklanki
  • mielone siemię lniane
  • 3 ząbki czosnku
  • woda przegotowana
  • przyprawy wedle uznania: sól, zioła prowansalskie, papryka słodka itd.

Brokuł trzemy albo na tarce albo starannie rozdrabniamy nożykiem. Por kroimy w paski na ćwiartki. Liście szpinaku dzielimy rękoma na drobniejsze. Jeśli mamy całe ogórki to trzemy je na tarce o grubych oczkach jeśli takie jak ja to dajemy kilka łyżek. Czosnek przeciskamy przez praskę. Dodajemy pozostałe składniki, dobrze wszystko ugniatamy. Myśmy dogryzali jeszcze cebulę :-). 




Smacznego!!!



środa, 19 lutego 2014

Gęsta brokułowa zupa


Zjadaczowi "normalnego" jedzenia taka zupka może wydać się mało apetyczna :-), niestety muszę takie osoby rozczarować bo zupa jest naprawdę smaczna. Dla jednych to zwyczajny chłodnik, ale szczerze mówiąc nie specjalnie zmarzłam :-). 






POTRZEBNE BĘDĄ:

  • świeży brokuł, niecała jedna sztuka
  • pół czerwonej papryki
  • jedna niewielka cebula
  • ząbek czosnku
  • plaster selera (grubości ok. 1 cm)
  • podkiełkowane nasiona gryki. Suche nasiona wsypać na dno zwykłego słoja ( na wysokość ok. 1,5 cm od dna), zalać wodą, pozostawić na 15-20 min po czym wodę odlać. Wstrząsnąć słojem, żeby kiełki opadły na dno. Słoik postawić w ciemnym, niezbyt ciepłym miejscu (20-21 stopni). Po 12 -16 godzinach powinny mieć już minimalne kiełki wtedy ich używamy. Jak będą nieco bardziej podkiełkowane też jest ok.
  • 4-5 pieczarek
  • 3 duże ogórki kiszone
  • trochę soli (ok. 2 płaskie łyżeczki)
  • słonecznik łuskany ( 3-4 łyżki)
  • siemię lniane (3 łyżki)
  • przegotowana woda
Słonecznik i siemię lniane mielimy w maszynce do ziaren (siemię najlepiej dwa razy). 

Wszystkie pozostałe składniki rozdrabniamy i traktujemy blenderem. Z wodą ostrożnie, lepiej dolewać stopniowo aż do uzyskania pożądanej konsystencji. 

Nie trzeba oczywiście kurczowo trzymać się podanych przeze mnie składników. Jeśli ktoś nie ma kiełek to nic nie szkodzi, bez nich zupa też będzie dobra. 


Smacznego :-)




wtorek, 18 lutego 2014

Zupo-koktajl makowy :-)


Naszła mnie ochota na mak, na bardzo dużo maku.

Nie wiedziałam jak nazwać ten nowy twór, w konsystencji rzadki, czysty czyli bez kawałków do gryzienia, słodki - trochę głupio brzmi, ale niech jest zupo-koktajl.

Oczywiście opcji jest tysiące, można dodać np. orzechy jeśli ktoś lubi chrupać, migdały, kokos, figi albo jeszcze więcej bananów. 







Składniki oczywiście bez dokładnych proporcji :-) (dla jednej osoby): 

  • mak zmielony trzykrotnie (trochę więcej niż pół szklanki)
  • kilka daktyli (wcześniej można namoczyć)
  • dwie spore łyżeczki miodu
  • jeden większy banan
  • woda przegotowana, byle nie za mało i nie za dużo, u mnie może była to jedna szklanka albo i więcej. 
  • cynamon 
  • kilka kropli cytryny
Wszystko razem zblendować. 
Pewnie lepiej byłoby poczekać godzinkę aż mak trochę wpije i wszystko się przegryzie, ale ja musiałam zjeść już, natychmiast, od razu :-). 


Życzę słodkiego :-)



piątek, 14 lutego 2014

Przepyszne kuleczki


W Walentynki, których oficjalnie nie obchodzimy, zajadamy się zrobionymi dzień wcześniej kuleczkami. Tak, tak, tylko surowe składniki. Nie mogę niestety podać dokładnych proporcji, ale każdemu z Was z poniższych składników wyjdą równie smaczne i zdrowe kulkowe przysmaki :-). 







POTRZEBNE BĘDĄ:

  • mak 
  • daktyle namoczone w małej ilości wody (ja dałam trochę za dużo wody i kulki wyszły lekko lepiące co w niczym nam nie przeszkadzało)
  • wiórki kokosowe
  • słonecznik
Zblendowane daktyle + zmielony trzykrotnie mak + zmielone wiórki kokosowe + zmielony słonecznik. Wszystko razem zagnieść, uformować kuleczki, obtoczyć w kokosie, karobie, sezamie, czymkolwiek. Wstawić w chłodne miejsce na noc albo do zamrażarki na chwilę (wersja dla niecierpliwych). 

Można kombinować na milion sposobów, dodać olejek aromatyczny, sok z cytryny itd. itp. 

Smacznego :-)


czwartek, 13 lutego 2014

Kapusta z grzybami na surowo


Mój poprzedni post zaczął się słowami "chciałabym zaznaczyć, że zrezygnowaliśmy całkowicie z glutenu". A ten post zacznę tak: "chciałabym zaznaczyć, że zrezygnowaliśmy całkowicie z jedzenia poddanego obróbce termicznej". Nie zrezygnowałam z przegotowanej wody i czasem, może raz na tydzień albo dwa, ugotuję sobie kaszę jaglaną. Moja druga połowa od nowego roku nie je nic gotowanego, poza przegotowaną przeleżaną wodą. 

Na razie nie będę się wgłębiała w temat co, jak i dlaczego. Za krótko jesteśmy na surówkach, żeby komuś coś radzić i polecać.

Nasze przepisy witariańskie na pewno nie są zbyt wymyślne, drogie i tropikalne. Staramy się korzystać w większości z warzyw i owoców naszej strefy klimatycznej co nie znaczy, że nie jemy czasem bananów, kokosu czy innych egzotycznych produktów.

Póki co przepis na pyszną kapustę z grzybami :-).





KAPUSTA Z GRZYBAMI
  • 3 mniejsze garści kapusty kiszonej (najlepiej swojej); soku nie odciskać. 
  • 4-5 pieczarek
  • 1 marchewka
  • pół cebuli
  • ząbki czosnku (wedle uznania)
  • kilka świeżo zmielonych ziaren jałowca ( u nas 5 kulek, ale następnym razem dam 2 więcej)
  • odrobina świeżo zmielonego kminku
  • świeżo mielone siemię lniane (ale nie w elektrycznym młynku do kawy); ok. 3 duże łyżki stołowe
  • świeżo mielony słonecznik ( ok. 3-4 łyżki stołowe)
  • mielone suszone grzyby ( u nas podgrzybki mała garść, ale następnym razem dodam więcej. Nie będę ich również mieliła tylko poszatkuję drobno nożem, zaleję wodą i pozostawię na noc)
  • Przegotowana woda jeśli surówka jest zbyt sucha
  • Potem indywidualnie przyprawy: słodka papryka, tymianek. 

Marchewkę trzemy na tarce o małych oczkach, pieczarki też choć można kilka przetrzeć na dużych albo pokroić w plastry, można dodać ich też więcej. Cebulę pokroić w kostkę, czosnek przecisnąć przez praskę. Wszystko razem zagnieść dłonią i gotowe. Kto chce może pozostawić na jakąś godzinę "do przegryzienia". Naprawdę pyszna. 


Smacznie i zdrowo :-)


środa, 25 grudnia 2013

Wegańskie święta bez glutenu i cukru :-)


Na początku chciałam zaznaczyć, że zrezygnowaliśmy całkowicie z glutenu, tzn. że nie piekę już dla nas chleba na zakwasie, że makówka będzie bez bułek, że pierogi nie będą gumowe, że nie będzie prawdziwego sernika. Zamiast pieczywa w naszym jadłospisie pojawiła się kasza jaglana, kiełki z soczewicy i gryki, więcej suszonych owoców. Ale o tym może w innym poście.

Czy pakowanie w siebie ogromnych ilości jedzenia ma sens? Przecież połowa tego co zjemy pewnie nie zostanie nawet odpowiednio strawiona. Pomimo, że opychanie się na święta jest dla mnie głupotą znowu to zrobiliśmy, objedliśmy się, ale uwaga...zdrowo. Nie było ryb, śledzi, mąki z glutenem, margaryny, masła, mleka, cukru czyli wszystkiego bez czego normalny "żarłok" nie wyobraża sobie świąt. U nas święta były smaczne jak nigdy. Potraw mogło być zdecydowanie więcej, ale po co? I tak z trudem przychodzi nam zjedzenie tego co sobie przygotowaliśmy.

Święta w trakcie więc przepisy nikomu się już nie przydadzą, ale niech to będzie taka notka na przyszły rok, jak w zeszycie z przepisami z tą różnicą, że są obrazki :-). Dobrze będzie zajrzeć tu i przypomnieć sobie klimat, jedzenie i całą tę świąteczną otoczkę. Pewnie za rok nasze menu będzie wyglądało całkiem inaczej.


To co jedliśmy w takim razie? Już piszę.


środa, 13 listopada 2013

Chleb żytni razowy na zakwasie.



No to na początek krótka historia :-).

Chleb zaczęliśmy piec prawdopodobnie z takich samych powodów z jakich inne osoby, które wypiekają chleby w domach. Mianowicie, coraz trudniej było nam wybrać z półek sklepowych bochenek wartościowy, ciężki, nie kruszący się, mający odpowiednią cenę i czysty skład. Kiedy znaleźliśmy taki doszły nas pogłoski, że piekarze nie podają pełnego składu, że chleb nie powinien być taki napompowany itd.

środa, 6 listopada 2013

Placki ziemniaczane z siemieniem lnianym zamiast jajek




Nie smażę, ale....dziś naszła mnie ogromna wręcz niepohamowana ochota na placki ziemniaczane :-).
Gdzieś wyczytałam, że zamiennikiem jajek w diecie wegańskiej może być właśnie siemię lniane, dziś nadarzyła się okazja by to sprawdzić. Oczywiście alternatywą do smażenia jest zawsze pieczenie, na to też przyjdzie pora. Dziś smażymy! :-)

Najpierw zmieliłam około 3 łyżek siemienia w młynku do kawy na drobny pył, zalałam wrzątkiem (tak żeby całe siemię napiło) i pozostawiłam pod przykryciem na jakieś 30-40 min. Wszystko inne zrobiłam tak jak na zwyczajne placki. Kilka ziemniaków przepuściłam przez maszynkę, odlałam sok, który się z nich wydzielił, dodałam pokrojoną w drobną kostkę cebulę, sól, pieprz, dwie łyżki mąki i zaparzone siemię. Konsystencja wyszła mi o dziwo jak na zwyczajne placki, była nawet zbyt ciągnąca więc dolałam nieco wody. Na bardzo rozgrzanym tłuszczu kładłam po dużej łyżce ciasta. Placki świetnie się trzymały, nie przyklejały się do patelni, po prostu bomba :-). Pewnie niedługo sprawdzę jak siemię sprawdza się w innych przepisach.



W smaku placki nie odbiegały od tych z jajkiem. 


Polecam!


poniedziałek, 23 września 2013

Szczypta witarianizmu czyli dania, których 70% stanowią surowe owoce i warzywa (te procenty to "na oko" :-)


Zanim przejdę do rzeczy trochę przydługawy wstęp ;-).

Czasami niektórzy członkowie rodziny zadają mi pytanie: to co ty jesz? Skoro ani masła, ani margaryny, ani mleka, ani mięsa, ani makaronów, ani pieczywa pszennego, ani kupnych jajek, praktycznie nic smażonego, jogurtów, serów, drożdżówek...to co?

Poza tym nie kupuję tofu, mleka sojowego, kotletów sojowych, warzyw, które są trudno dostępne i nie na mój portfel, nie używam mleka migdałowego, orzechowego czy kokosowego bo jest to dla mnie przedsięwzięcie na dzień dzisiejszy za drogie. Korzystam po prostu z tego co jest tanie i ogólnodostępne. Wiele wybieram  z ogródka, lasu albo trafi się jakiś stary, opuszczony sad (w sezonie jesiennym) z pięknymi owocami.

Dla tych, którzy też zastanawiają się co wegetarianie jedzą przedstawiam tygodniowe menu. Co prawda jest to naprawdę kropelka w morzu wszystkich potraw, które spożywamy. Chciałam, żeby ten tydzień był bardziej witariański niż gotowany dlatego nie ma tu ani zup, ani lecza, ani żadnej innej gotowanej papki poza pastami. Jest chleb. Jest to chleb, który wypiekam sama, z wyhodowanego przeze mnie zakwasu, chleb w 100% żytni z mąki o typie 2000. Zdecydowanie zdrowsze byłyby kasze: jaglana albo gryczana. Myślę, że nawet ziemniaki są zdrowsze niż chleb, ale akurat jestem na etapie "budowania" idealnego dla nas przepisu na chleb żytni więc ktoś musi te eksperymentalne bochenki zjadać :-). 

czwartek, 5 września 2013

Wege pasta o grilowanym posmaku? sosu barbecue?


Jest, udało się! 

Dziś zrobiłam mega pastę do chleba w smaku przypominającą coś jakby wołowinę, może sos barbecue...w sumie dawno mięsa nie jadłam więc ciężko określić ;-). 
Prażony słonecznik i wszystkie inne dodatki sprawiają, że w ustach czuje się posmak grilowanego mięsa...a może bardziej śledzi w sosie pomidorowym? :-)
Nie wiem, spróbujcie sami. 

Pewnie nie wynalazłam nic nowego, nie przeglądałam jeszcze żadnych postów typu: wege sos barbecue, na razie jednak to zostawię, dobrze jest czuć się choć przez chwilę jak odkrywca :-). 

Zdjęcia nie będzie ponieważ aparat jest tymczasowo niedysponowany, jego dalsza użyteczność leży teraz w rękach Pana S. złotej rączki :-), który na razie ma ważniejsze sprawy niż aparat. 

Tymczasem przepis:

Składniki:

- 150 g słonecznika łuskanego
- 190 g przecieru pomidorowego
- 2 mniejsze marchewki
- kilka łyżeczek wody z gotowania tej marchewki
- bazylia suszona
- 1 malutki ogórek gruntowy
- ząbek czosnku
- pół średniej cebuli (takiej mniejszej średniej)
- sól morska 
- trochę pieprzu
- trochę oleju

Słonecznik zrumienić w garnku na małym ogniu, często mieszając i bardzo uważając, żeby złoto nie stało się węglem. Marchewkę obrać, pokroić na grubsze plasterki, zalać wodą i gotować nie długo, ok. 10 min. Wszystkie składniki połączyć i blendować do uzyskania konsystencji mazidła. I tyle :-). 

Smacznego!!!


6.XI.2013 :-) aparat już dawno naprawiony, ale zdjęcie dopiero teraz

 

środa, 24 lipca 2013

Co zrobić z niedojrzałych jabłek, cz. 2, ;-)


Rok temu pisałam tutaj, że z pozrywanych przez wiatr jabłek robiliśmy soki i konfitury. W tym roku problem znów się pojawił. Niewielka jabłoń zrzuca małe, kwaśne, poobijane wcześniej przez grad, jabłka. Z każdym dniem są coraz bardziej zjadalne, ale przeważająca większość leżąca na ziemi musi zostać natychmiast przetworzona, żeby nic się nie zmarnowało :-). 




A więc, żeby się nie powtarzać aż tak, z jabłek w tym roku zrobiłam:


wtorek, 23 lipca 2013

Tanie danie niesłychanie czyli wegański agrestowiec


Właściwie wszystkie moje przepisy są tanie bo ktoś kto nie ma pieniędzy musi kombinować jak zrobić coś z niczego :-).

Ciasto jest hmmm słodko kwaśne. Podejrzewam, że bardziej dojrzały agrest by to zmienił. Poza tym bardzo proste i szybkie w przygotowaniu no i bardzo tanie oczywiście. Nie ma w nim ani jajek, mleka i masła.
Może nie jest to mega efektowy wypiek, ale na poczęstunek idealny :-).

Napiszę dokładnie krok po kroku jak je zrobiłam z tym, że wyszło mi o pół litra "sosu" agrestowego za dużo, z tego był później dodatkowy smaczny budyń. Kto ma mniej agrestu musi kombinować, żeby masy wyszło mu w sam raz.
Strasznie wciągające są takie tanie ciasta, w następnym poście będzie przepis na jeszcze tańsze,jeszcze prostsze i jeszcze smaczniejsze ;-).


Budyń:

- 900 g agrestu
- 600 ml wody
- 1/3 szklanki cukru

- 1 opakowanie budyniu śmietankowego/ waniliowego bez cukru.

Wszystko,poza budyniem, rozdrabiam blenderem, mikserem czy tam innym urządzeniem.
Z tego odlewam 1 litr. To co mi zostało dodaję do ciasta właściwego.
Robię budyń: z 0,5 litra zmiksowanego wcześniej sosu ( zostało mi 0,5 l więc zrobiłam później z niego budyń) odlewam niepełną szklankę, wsypuję do niej zawartość torebki, dodaję 2,5 łyżki cukru, mieszam. Resztę sosu zagotowuję wlewam to co w szklance i mieszam jeszcze chwilę aż do uzyskania odpowiedniej budyniowej masy (wszystko robi się tak jak zwyczajny budyń).


Samo ciasto wychodzi mokre i niskie (nie zakalec) mimo, że dodałam tam aż dwie łyżeczki proszku do pieczenia. Składniki:

-3,5 szklanki płatków owsianych górskich
- to co zostało po odlaniu sosu agrestowego
- 2 łyżeczki proszku do pieczenia
- cynamon
- 1/3 szklanki cukru
- 3 łyżki oleju

Płatki wcześniej rozdrabniam blenderem na mąkę.Wszystkie składniki dokładnie mieszam. Wlewam do tortownicy (21 cm) i piekę 25 min w piecu rakietowym, w normalnym piekarniku też myślę coś koło tego. Ciasto nie musi się długo piec, nie ma w nim nic co wymagałaby długiej obróbki termicznej.




Po wyjęciu czekam aż ostygnie, kroję na dwie części, przekładam ciepłym budyniem powoli bo masa stopniowo zastyga (wystudzony pewnie też może być). Komu zależy może sobie dowolnie wierzch ozdobić. Ciasto najlepiej włożyć na jakiś czas do lodówki. I tyle, może wydaje się skomplikowane, ale jest naprawdę banalny.




Smacznego!


środa, 17 lipca 2013

Tanie danie niesłychanie na kolację bądź śniadanie: brązowy ryż z sosem agrestowo-bananowo-miodowym


To co dzieje się z cenami na niektóre produkty zaczyna mnie przerażać. Jakiś tydzień temu za kilogram bananów trzeba było zapłacić jedynie o złotówkę więcej niż za nasze krajowe jabłka. Jabłko jest owocem naszej strefy a musimy za nie płacić jak za owoc tropikalny. Ktoś poza mną chyba też to zauważył i dziś banany podrożały, były już po przeszło 6 zł za 1 kg. Jabłka dalej utrzymują się na 5 zł za 1 kg. Czekam aż nasze w końcu dojrzeją bo nie lubię przepłacać. 

Jest to tanie danie bo: za ryż brązowy, z którego wykorzystałam 2,5 torebki zapłaciłam 2,89 zł, dwa banany 2,58 zł, miód dostałam :-), agresty wisiały na krzaku.




Przygotowanie jest banalnie proste. Składniki podaję dla dwóch osób. 

Trzeba najpierw ugotować ryż. Sos robi się miksując dwa duże banany + 0,5 litrowa miska agrestu + dwie dość duże łyżki miodu + trochę wody.

Ryż wymieszałam z sosem, każdy później dodał sobie cynamonu i kakao wedle uznania. 

Smacznego :-)


wtorek, 25 czerwca 2013

Zdrowe śniadanko


Śniadanko :-)




Sałatki wiele nie wyszło bo tylko dwie małe miseczki, ale ilość witamin i ważnych dla organizmu składników zawartych w niej rekompensuje to, poza tym kanapki do tego i było w sam raz.

 Nazbierałam:

 -jeden solidny, ogromy pęk rzeżuchy
- pęczek liści białej rzepy
- garść liści melisy
- garść liści oregano
- kilka liści sałaty
- trochę szczypiorku

Wszystko to dość drobno pokroiłam, skropiłam solidnie octem jabłkowym i olejem, dodałam soli morskiej.
Idealnie pasowałby jeszcze zielony groszek i prażony słonecznik. Groszek jednak zostawiam na suche ziarno (a aż korci, żeby go zerwać i schrupać). Słonecznika akurat nie miałam :-). Sałatka wyszła pyszna i orzeźwiająca a to dzięki octowi jabłkowemu.

Pasta na chleb:

- jakieś 200 g grochu całego łuskanego (namoczyć na noc)
- dwie większe marchewki
- pół cebuli
- curry
- kminek
- olej

Groch gotuję razem z marchewką pokrojoną w plastry, dodaję trochę kminku. Następnie odlewam wodę, czekam aż wystygnie, dorzucam cebulę,curry, olej i rozrabiam blenderem.

I gotowe :-)