Nie wiem jak to wygląda u innych, ale w moim przypadku poczucie stabilizacji okazuje się być tym czego potrzebowałam. Mam wrażenie, że dopiero teraz kiedy mam swój dom, stały dochód, ogród, który daje mi obfity i przede wszystkim zdrowy plon, mogę ruszać dalej. Odkąd wyprowadziłam się z mojego rodzinnego domu (gdzieś 18 lat temu) tej stabilizacji nie było, tej pewności, choć nic nie jest pewne. Teraz kiedy jestem w pełni odpowiedzialna za swoje życie jak i życie psa i kaczek 😀 mogę realizować swoje dalsze plany. Bez tego stałego, pewnego miejsca nie byłoby to możliwe. Oczywiście jeszcze lepiej gdybym nie była uzależniona od wodociągów, kanalizacji i firmy, która sprzedaje mi prąd no, ale powiedzmy, że teraz nie mam czasu o tym myśleć 😂
Jeszcze 3 lata temu było moim wielkim marzeniem mieć urodzaj warzyw. I oto się stało, są moje warzywa. Rok temu też już były, ale jeszcze nie w takim stopniu jak chciałam. Wraz ze spełnieniem tego marzenia pojawia się nowe, żeby mieć ten urodzaj gdzie upchnąć, i żeby mieć tego urodzaju jeszcze więcej. Przerabiać wszystkiego w słoje nie będę bo nie widzę sensu. Zrobiłam jedynie przeciery z pomidorów, ogórki kiszone i w occie, dżemy porzeczkowe i malinowe. Będzie jeszcze kiszona kapusta, ale to w swoim czasie.
