poniedziałek, 14 września 2026

O zbiorach i poczuciu stabilizacji.

    Nie wiem jak to wygląda u innych, ale w moim przypadku poczucie stabilizacji okazuje się być tym czego potrzebowałam. Mam wrażenie, że dopiero teraz kiedy mam swój dom, stały dochód, ogród, który daje mi obfity i przede wszystkim zdrowy plon, mogę ruszać dalej. Odkąd wyprowadziłam się z mojego rodzinnego domu (gdzieś 18 lat temu) tej stabilizacji nie było, tej pewności, choć nic nie jest pewne.  Teraz kiedy jestem w pełni odpowiedzialna za swoje życie jak i życie psa i kaczek 😀 mogę realizować swoje dalsze plany. Bez tego stałego, pewnego miejsca nie byłoby to możliwe. Oczywiście jeszcze lepiej gdybym nie była uzależniona od wodociągów, kanalizacji i firmy, która sprzedaje mi prąd no, ale powiedzmy, że teraz nie mam czasu o tym myśleć 😂

Jeszcze 3 lata temu było moim wielkim marzeniem mieć urodzaj warzyw. I oto się stało, są moje warzywa. Rok temu też już były, ale jeszcze nie w takim stopniu jak chciałam. Wraz ze spełnieniem tego marzenia pojawia się nowe, żeby mieć ten urodzaj gdzie upchnąć, i żeby mieć tego urodzaju jeszcze więcej. Przerabiać wszystkiego w słoje nie będę bo nie widzę sensu. Zrobiłam jedynie przeciery z pomidorów, ogórki kiszone i w occie, dżemy porzeczkowe i malinowe. Będzie jeszcze kiszona kapusta, ale to w swoim czasie. 

Ogromnie mnie to cieszy, że z takiego małego kawałeczka można mieć tyle warzyw i owoców. Jeśli chodzi o te drugie to na pewno mam urodzaj malin bo sadziłam je prawie na początku, 3 lata temu. Na jabłka i śliwki jeszcze czekam. Borówki też są jeszcze małymi krzaczkami więc w tym roku było malutko, podobnie z cudownie ocalałą gruszą. Były nawet truskawki o czym wspominałam dwa posty wcześniej. Także tak, jestem z siebie dumna i z mojego ciała, które to wszystko jakoś wytrzymało choć i ono dało niedawno mi mocny sygnał, że trzeba zwolnić. 

Warzywniak powoli pustoszeje. Nie zadbałam o wysiew letni dlatego nie będzie warzyw późną jesienią. Jedynie sałata sama się porozsiewała i już gdzieniegdzie widać małe sadzonki, na pewno wysiała się też kolendra, ale nie wiem czy wzejdzie jeszcze w tym roku. Liczyłam bardzo na szpinak i jarmuż, ale nasionka albo zgniły albo coś je zjadło i chyba nic się nie wysiało. 


Przeciery pomidorowe, ogórki konserwowe i dżem z czarnej porzeczki.
Poniżej ogórki kiszone, cały czas zjadam jeszcze te zrobione w kamionce. 


Dżemy malinowe.




Do tego dochodzą jeszcze suszone zioła: szałwia, pokrzywa, melisa, kwiaty dzikiego bzu, trochę tymianku i trochę bylicy piołun. 

Szałwii mam naprawdę sporo. Używam jej (często razem z majerankiem) do płukania ust, sprawdza się świetnie w przypadku problemów z dziąsłami. Teraz już rozumiem dlaczego tak bujnie rozrosła się w moi ogrodzie. 

Suszony tymianek z kolei sprawdził się na uporczywy kaszel. 

Dziki bez sprawdził się u mnie kiedy "coś mnie chwytało"

Melisa, uspokaja i pomaga na sen. 

Pokrzywę w zimie dodaję do wszystkiego bo jest zielona i ma dużo zdrowotnych właściwości. 


Niedługo będę zrywała dynie i kapusty.


W szklarni ciągle bujnie. 



Plony są różne, zdarzają się olbrzymy, ale i tych malutki nie brakuje. Szanuję i zjadam wszystkie. 






Pozdrawiam i życzę ciepłej i kolorowej jesieni 
Ola. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz