Upragnione truskawki, swoje, niepryskane. Od lat marzyłam o swoich truskawkach jednak nigdy nie było dla nich miejsca. Tamtej jesieni stwierdziłam, że nie warto dłużej czekać i zamówiłam kilkanaście sadzonek odmiany, której nazwy już nie pamiętam (chyba darselect). Poza tym nie byłam przekonana do kupnych truskawek choć zjadałam tylko te sezonowe. Wiedziałam, że na pewno są pryskane a ja chociaż kilka miesięcy w roku chcę jeść normalne owoce i warzywa bez chemii. No i najważniejsze...smak truskawki prosto z krzaczka jest bezcenny.
