niedziela, 20 września 2026

Kapusta.

    Nadszedł ten czas, czas kapusty. Kapustę zrywa się i kisi chyba dopiero w październiku, u mnie jednak jest wcześniej. 

Od jakiegoś czasu nie spryskiwałam jej wywarem z wrotyczu i piołunu, więc gąsienice bielinka ucztowały sobie bez przeszkód, podobnie jak małe ślimaki, które zrobiły sobie domki ze spiżarnią w większych szczelinach między liśćmi kapusty. Stwierdziłam, że nie warto czekać aż większość będzie do wyrzucenia i u mnie czas kiszenia jest teraz.  


W tym roku kupiłam sobie większą kamionkę z kołnierzem wodnym i tarkę z trzema ostrzami, która sporo usprawniła.

Kamionka jest 16 litrowa, weszło mi tam 16 kg kapusty + 2 kg marchewki + czosnek. Czosnku dałam dość sporo, dodatkowo dosypałam trochę kminku mielonego, no i sól, bez której nic by nie wyszło. Kapusta miała bardzo dużo soku więc musiałam trochę odlać. 

Kapusty, marchewki i czosnek moje :), to wielki powód do dumy. Było dużo pracy, ale zawsze warto poświęcić nawet te pół niedzieli.


Główki wyrosły duże i zbite, przy głąbach dość sporo musiałam wykroić, przestrzenie między liści w tym miejscu są dość spore i jakieś żyjątka tam jeszcze siedziały. Takie są uroki swojskich plonów, że żyjątek jest zdecydowanie więcej niż w kupnych warzywach i owocach. 


To właśnie te kapusty ukisiłam :), zostało jeszcze parę główek.



A to śmierdząca niespodzianka. Od rana, przechodząc kilka razy przez ogród, czułam specyficzny zapach - smród. Byłam pewna, że coś zdechło sobie w krzakach np. jeż, albo jakiś kot sąsiadów itd. Nos doprowadził mnie jednak do takiego grzyba. Sromotnik smrodliwy się okazuje. Nazwa adekwatna :)



Pozdrawiam. 
Ola. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz