czwartek, 2 lipca 2015
Ule malowane.
I stało się coś czego nikt z nas się nie spodziewał. Jeszcze parę lat temu nic nie wskazywało na to, że jeden z moich braci zainteresuje się pszczelarstwem. A wystarczyło jedno skromne marzenie: jak fajnie byłoby mieć swój miód. Wystarczy bardzo chcieć a wtedy i wszelkie trudności związane z realizacją celu znikają.
Z całego tego zachwytu pomalowałam mu dwa pierwsze ule.
Niech jest kolorowo a nie tak zwyczajnie :-).
środa, 20 maja 2015
Jaskry
Jest taki czas, że nie chce się kompletnie nic. Ma się ochotę pooglądać gazety, obejrzeć kiepski film, zjeść coś słodkiego, poczytać książkę, poleżeć, pomyśleć albo zrobić kilka zdjęć ;-P.
W szkole nigdy bym nie pomyślała, że wrócę kiedykolwiek do czytania lektur gdzieś tam w przyszłości, przecież jest tyle ciekawych książek. "Nad Niemnem" Elizy Orzeszkowej. Uważana, za jedną z nudniejszych lektur ze względu na przydługawe opisy przyrody. Dziś wypożyczyłam :-).
Jaskry i światło, relaks dla oczu i duszy.
czwartek, 7 maja 2015
Wiosna
Mistrzowie kamuflażu...
... co roku ten sam cykl, niezmiennie, od zawsze. Wszytko już ostatecznie zbudziło się do życia...
...a My?
piątek, 1 maja 2015
Sałatka z surowego buraczka i pieczarek
Składniki (dla jednej osoby)
jeden surowy buraczek
dwie surowe pieczarki
ogórek kiszony
liście sałaty lodowej
Buraczka, pieczarki, ogórek zetrzeć na tarce o dużych oczkach, sałatę porwać na drobne kawałki.
Sos:
słonecznik łuskany (ok. 2-3 łyżki; można wcześniej namoczyć)
woda po kiszonych ogórkach (nie dużo, tak, żeby zakryła słonecznik)
czosnek 1-2 ząbki
trochę selera korzeniowego (ok. dwa plastry)
odrobina marchewki
sól do smaku
ewentualnie woda gdyby było za gęste
Zblendować i wymieszać z warzywami.
Smacznego :-)
poniedziałek, 6 kwietnia 2015
poniedziałek, 19 stycznia 2015
A jak przestanę jeść mięso to schudnę??? Moja odpowiedź i kilka wskazówek ;-)
Uwaga, to będzie dłuuuugiiii post ;-P - tylko dla wytrwałych, zmotywowanych prawdziwych twardzieli ;-).
Mięsa nie jem od końca 2009 roku, mamy już początek 2015 i tak sobie myślę, że 5 lat to naprawdę sporo. Moje menu jest teraz praktycznie całkowicie surowe, nie wliczając picia kawy i kilku grzeszków typu: czarna czekolada czy sporadycznie trochę chipsów. Cała moja dietetyczna przygoda zaczynała się oczywiście od wegetarianizmu.
Mogę śmiało powiedzieć, będąc już tak daleko, że wegetarianizm i weganizm to naprawdę bułka z masłem. Jeśli mówię komuś, że nie jem mięsa a jedynie surowe warzywa i owoce to mam wrażenie, że większość po prostu nie dowierza. Wielu nie zdaje sobie sprawy z tego, że nie jem chleba, bułek i żadnego innego pieczywa, jogurtów, serków, gotowanych zup, ziemniaków, fasoli, grochu, itd. Jedynie zdanie, które większość jest w stanie zapamiętać i sobie uświadomić brzmi: nie je mięsa. Okazuje się, że można, więc tym bardziej możliwe jest życie bez produktów pochodzenia zwierzęcego (weganizm).
Krowy, byki, konie, barany, słonie, żyrafy też nie jedzą mięsa i jakoś mają się dobrze...no, gdyby nie ludzie.
wtorek, 13 stycznia 2015
Utrecht...już wspomnienie.
Po przeszło 10 miesiącach mogę przyznać, że poniekąd przyzwyczaiłam się do tego miasta, a proces ten trwał naprawdę długo, w zasadzie zakończył się kiedy uświadomiłam sobie, że niebawem wyjeżdżamy. Cała Holandia wydaje mi się już mniej bajkowa niż na początku. Tak, to piękny, malowniczy kraj, ale...nudny :-/. Kraina to raczej dla lubiących życie w dostatku, nie związanych z naturą. Nie ma tu biedaków. Dla bezdomnych są noclegownie a także serwowane są obiady z prowiantem "na drogę". Państwo holenderskie naprawdę dobrze opiekuje się swoimi obywatelami.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

























